e. Generalnie dochodzę do wniosku, że jest dobrze, gdy mozna powiedzieć coś sensownego. Ewentualnie interesującego. Historii z życia studenckiego jakich wiele przytaczać mi się nie chce. Wam czytać pewnie też nie, więc choc do Nowego Roku jeszcze troche tygodni zostało, to już postanawiam sobie, jak to mówią, pisać na temat. Może iloraz mi skoczy, może się z kimś powymienia argumenty, zawsze ciekawsze to niż pisanie o wszystkim i niczym. I jak to ostatnio spodobał mi się pewien cytat "so we can be sarcastic without reason". A przeciez nie ma nic lepszego niż beztroska krytyka rzeczy, która akurat nam się nawinie, ewentualnie naprzykrzy. Póki co zaś, pogawędze nieco o Budapeszcie.
Do Budapesztu trafiłam zasadniczo przez przypadek. Jest też to dowód na to, ze czasem warto nie spóźniać się na uczelnię, bo akurat własnie załapiesz sie na taki free wyjazd. Wyjazd ów miał być sponsorowany w ramach Anilogue Festival, mówiąc prościej festiwalowi animacji. I co tu dużo mówić, fajnie było. Ale pokolej:
1. Rozmowa z ludźmi (dodam że bardzo sympatycznymi ludźmi) w innym niż rodzimym języku ma coś magicznego w sobie. Nawet jeśli dyskutuje się przy piwie w pubie o najbardziej błahych sprawach, o wojnie, utracie ludzkiego oblicza, cyberpunku, wegetarianizmie etc etc to rozmowy te przybierając mimo wszystko w mózgach rozmówców strasznie intelektualnego wymiaru, bo w końcu następuje ta niesamowita komunikacja miedzy tak odległymi ludźmi, co z tego ze często o podobnych poglądach.
2. Miałam przyjemność pojawieniu się na wykładzie Bagińskiego, w ramach naszego dziennikarskiego questu mieliśmy tez przeprowadzić wywiad niestety bez skutku. Otóz pan Baginśki objawił sie nam wiekszym biznesmenem niz można byłoby sądzić. inna ciekawostka, że publice na Węgrzech niekoneicznie podobały sie jego projekty. Za dużo tematyki wojennej i puste wycackane obrazy, czy coś w ten deseń. Mówiąc krótko, nie znają się. Osobiście mam ochotę zamordowac Baginskiego za tworzenie Hardcore'u 44 - z chęcią sama bym się pod tym podpisała :)
3. Nieprzyjemność z kolei miałam oglądając animacje eksperymentalną. I tu upatruję już sobie dłuzysz wywód, temat na cały wpis do bloga. W znacznym skrócie, animacji eksperymentalnej mówię NIE, podobnie jak alternatywnemu kinie, nie żebym miała coś przeciw jakiejś formie wyrazu, ale po prostu szajs szajsem pozostanie.
4. Warto wspomnieć o samym Budapeszcie co fantastycznym miastem jest, o historii sięgającej starożytnego Rzymu. Niestety całego miasta nie mieliśmy kiedy zwiedzić, po prostu nie było czasu. Niemniej polecam.
5. ...w szczególności klub Szimple. na dzień dzisiejszy najbardziej wykrecony i zajebisty klub jaki widziałam. Wydawać sie mogło że tematyką jego wystarju jest jeden wielki pierdolnik i reszta bałaganu. Jednak cala masa smaczków dekoracyjnych, ogród otwierany latem, rośliny zawieszone nad sufitem, niesamowite światła i obskurne ściany stworzyły coś czego nie widziałam nigdzie indziej i co stawia jak narazie Szimple na pierwszym miejscu w moim rankingu tego typu miejscówek.
6. Poza tym fajnie jest być VIP-em, za darmo jeść pyszne darmowe ciasta, pic węgierskiego wino oraz ,wszelkiego rodzaje kawy i czekolady w luksusowym kinie w klimatach tureckich i mieszkac w prostym acz przestronnym apartamencie. dla kontrastu w czasie wolnym żarlismy chleb z kremem czekoladowym, bo na to nas było tylko stać, ewentualnie tani kebab, raz obowiązkowo gulasz węgierki. I szczerze mówiąc, wracać z takich warunków do obskurnej stancji w Krakowie, było koszmarem.
7. Pomniejsze spostrzeżenia: gulasz węgierski chyba jest troche przereklamowany, acz prawdą jest, że wybraliśmy najtańszy z możliwych :P Lepiej jest z ich przysmakami, wyrobami cukierniczymi, mega słodkimi i mega zapychającymi. I wiem że "z" w ich "sz" sie nie czyta. ale tak czy inaczej śmieszne musi być kupowanie "sztringów" w ich "szex szopach" :D
To tyle z wieści budapeskich, poniżej kilka moich ulubionych zdjęć :)

Eh, poza tym nie mogłam sie jednak powstrzymać i trochę pojęczę. Robienie animacji wychodzi mi już uszami, wtorków ze względu na zajęcia znienawidziłam i w ogóle lekko nie jest, o! (co z tego ze ostatnie piątkowe zajęcia polegały na wspólnym jedzeniu śniadania i słuchaniu przeinteresujących opowieści z Rumunii, ah :P )
poza tym pozwolę się pochwalić, i zaspokoić swojego ego - zajęłam drugie miejsce na digart.pl na bitwie concept art-owej. Temat bitwy - łowca :) Szkoda tylko, ze na nastepna nie znajde już czasu, przeklęta animacja... no dobra, kochana animacja, tylko nieco... pracochłonna... :P
pozdr.
























