niedziela, 31 maja 2009

Wrażenia

No to jedziemy chronologicznie.
Wrażenie nr.1 - Tomaszowo 2009. Co tu dużo mówić, było świetnie. Wielu tez mówi, że od strony rozgrywki najlepsza edycja zlotu. Przypadek sprawił, że skończyliśmy jako oddział medyczny, którego wszyscy unikali jak ognia. Szczerze? Lepiej nie mogliśmy trafić. Non stop w środku akcji, ciągły ruch, zadania nieco inne od typowych. Pod koniec dnia byłam padnięta, czyli było dokładnie jak należy. W pamięci zapisały się wielkie szturmy na środku otwartego pola i kontratak pod koniec rozgrywki (tenże przesiedziałam akurat bezpiecznie w krzakach jako fotoreportażysta :D ). No i integracja. Tu chyba każdy domyśli się jak było. Ciekawostką był fakt, że na zlocie zjawiła się także ekipa z Niemiec. Szokiem zaś to, że nie używali replik broni na wyposażeniu bundeswehry. Cóż, tak czy inaczej jeden z nich miał urodziny, toć uraczyliśmy ich naszą wódką (a nie jakimś 37% szajsem ;) ) a oni nas swym doskonałym piwem (oj dobre było, dobre). Gdyby nie fakt, że przez cały zlot męczyły mnie moje problemy zdrowotne, to byłoby niemalże idealnie.

Wrażenia nr.2 - Wrocław. Tak się stało ze dzień po powrocie z Tomaszowa miałam okazję jechać do wrocka. Miast pierwotnie prze mnie nie lubiane. Czemu? hmm, powiedzmy, że był to wynik pierwszego wrażenia. Osobiście też bardzo nie lubię wszelkich fanatycznych manii i składania niemalże czci miejscom osobom. A taka mania ogólnowrocławska istnieje. Cóz, wiadomo czemu. Niemniej mnie zawsze to drażniło. Nieważne. Trochę mi się zelżało to poddenerwowanie szałem na Wrocław, bo co tu dużo mówić, COŚ tam się dzieje. Z takich milszych wspomnień była wizyta w Kalamburze. Jak czytałam w broszurce, że jest to miejsce "free of pain, bohemian mekka pierdu pierdu" to żal mnie brał. Na miejscu okazało się jednak.. absolutnie pozytywnie. No, trudno by nie było. Na samym wejściu wykonałam niewielki acz zabawny poślizg na krawężniku wywołując serie pobłażliwych uśmiechów. Ale też i przyjaznych uśmiechów. Poza tym lubię, po prostu uwielbiam tego typu miejscówki gdzie można się POŁOŻYĆ. Miękkie poduchy na antresoli, przyjemna muzyka w tle, tylko shishy brakowało. Propo muzyki. Od miłej pani przy barze (trochę mi to słowo tu nie pasuje) poprosiłam o nazwę lecącego akurat utworu. Pani ów zgrała mi na pendrive'a całą płytę, a nazwą jej jest "Shiva Moon". Orientalnie transowo. Miło, miło.

Wrażenie nr.3 - ale to już takie osobiste. Wracając znów do muzyki. Jakos ostatnio nie mam nastroju na swoje ACHTUNG SZAJSE MAJN GOT AGGHR! Aggrotech, noise i inne takie czasowo schowałam do szuflady. Ich miejsce czasowo zajęły jak narazie archiwalne audycje Sjesty Trójki, łagodniejsze utwory Tool'a, ambienty, teraz też i Shiva Moon. Potrzebuję... wyciszenia? Nie wiem. coś się materializuje w powietrzu, drga. A to wywołuje swoiste poczucie niepokoju. I jakoś tak dziwnie. Człowiek powinien się cieszyć ale ma lęki. Nie wiem jak to opisać. Muszę zdać na studia?

Aha, i czy mówiłam, że nie znoszę pornografii? ;P :D

I cholera photoshop mi nie działa.

pozdr.

2 komentarze:

  1. Z muzyki próbowałaś może Sigur Rós? Polecam płytki () i Takk... Dalej Múm jest pono dobrym zespołem w podobnym klimacie, a ja dodatkowo, niezmiennie podsuwam kawałki Godspeed You Black Emperor! ^^

    Skoro już komentuję, bardzo ubolewam nad faktem, że od pół roku co najmniej skontaktowanie się z Tobą graniczy z cudem na miarę wniebowzięcia, czyli że jest trochę trudniej niż zazwyczaj. :P Szczególnie teraz doskwiera mi ten mankament, bo miałbym dla Ciebie zlecenie pomalowania figurki, za kesz oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Sigur Ros cośtam liznęłam, reszte niestety nie :)

    Kurde kurde, no przyznam że od pół roku w jakiś taki ciąg wydarzeń niekontrolowanych wpadłach i nawet tzw. swoich braci desantów zaniedbałam.

    Po czerwcu, po egzaminach na studia chętnie pomaluję, acz w życiu za kasę, jak już to za wojaka albo komandosa siarczystego :3

    OdpowiedzUsuń na zawsze