Zaiste. Moja prywatna kampania wrześniowa zapowiada się bardzo ciężko. Będę musiała pożegnać się ze wszystkimi znajomymi co równa się liczniejszym niż zwykle wyjściom wieczornym, ciężkim marszom terenowym i ognichom, nocowaniem w bunkrach, piciem pod przymusem lub nie, herbaty oczywiście, no i parę pożegnalnych sesji RPG. Zaprawdę może nie dawać wiary w ciężkość tych czynności, ale klnę się na honor, że nie mniej trudne one są niż pakowanie się, robienie porządku w pokoju i inne trudy przeprowadzki. Ach, cierpię straszliwie!...
Hm, aż zastanawiam się ile w tym sarkazmu, a ile prawdy. :D
A propo wszelkich kampanii wrześniowych, wymęczę temat ostatnio już i tak dość mocno wymaglowany. obchody 70-tej rocznicy wybuchu IIWŚ. W zasadzie nawet to nie wymęczę, tylko krótko napomknę, jak mnie mierziło gdy słuchała przemówienia pana Putina. Nawet banał pani Merkel tak nie rzucał sie w oczy przy kręceniu wyżej wymienionego. Ot, prezentowała jasno określone stanowisko Niemiec. No ale... podobna opinie wyraziło już n-tysięcy osób i jakoś nie wydaje mi się potrzebne argumentowanie jej po raz kolejny. Rozglądnę się tylko za książką "10 kawałków o wojnie", na którą narobiłam sobie apetytu w audycji tok.fm. I zaryzykuje poleceniem ją w ciemno, bo fragmenty jej cytowane w ramach audycji, bardzo przypominały mi klimatem "Na Zachodzie bez zmian". Z ta różnicą, że głównym wrogiem żołnierzy jest nie przeciwnik, a jak się okazuje ich własny oficer z całymi władzami na czele. Władzami Rosji dodam, bo książka jest swoistym reportażem na tle wojny w Czeczenii. Nie w ciemno mogę za to polecić książki Wiktora Suworowa. Przekonujący punkt widzenia. I żesz jakoś tak się złożyło, że poniższy rysunek (po prawej) zainspirowany był ksiązką "Miasto i psy" Vargasa, która jakoś też mi wskakuje w te "klimaty'. Pomijając fakt, że jest to literatura iberoamerykańska. Ale też polecam.
Poza tym mam nowego laptopka, uzbierałam już kasę na tablet i co tu dużo mówić, jest fajnie. ale wcześniej bazgrnęłam sobie jeszcze wyznawce chaosu, myszą komputerowa jeszcze. O!
A, i całkiem niezły film właśnie mi się obejrzało. "Paycheck", bez rewelacji, ale fabuła nawet nawet. I po raz kolejny człowiek uswiadamia sobie jak fizyka jest fascynująca. i lubię wyrażanie "Deus Ex machina", tak na marginesie. Aż chyba zatytułuje tak następnego posta. ha-hah!pozdr.


Hmm poszukam tej książki...
OdpowiedzUsuń na zawsze