czwartek, 3 września 2009

Kampania wrześniowa

Zaiste. Moja prywatna kampania wrześniowa zapowiada się bardzo ciężko. Będę musiała pożegnać się ze wszystkimi znajomymi co równa się liczniejszym niż zwykle wyjściom wieczornym, ciężkim marszom terenowym i ognichom, nocowaniem w bunkrach, piciem pod przymusem lub nie, herbaty oczywiście, no i parę pożegnalnych sesji RPG. Zaprawdę może nie dawać wiary w ciężkość tych czynności, ale klnę się na honor, że nie mniej trudne one są niż pakowanie się, robienie porządku w pokoju i inne trudy przeprowadzki. Ach, cierpię straszliwie!
...
Hm, aż zastanawiam się ile w tym sarkazmu, a ile prawdy. :D

A propo wszelkich kampanii wrześniowych, wymęczę temat ostatnio już i tak dość mocno wymaglowany. obchody 70-tej rocznicy wybuchu IIWŚ. W zasadzie nawet to nie wymęczę, tylko krótko napomknę, jak mnie mierziło gdy słuchała przemówienia pana Putina. Nawet banał pani Merkel tak nie rzucał sie w oczy przy kręceniu wyżej wymienionego. Ot, prezentowała jasno określone stanowisko Niemiec. No ale... podobna opinie wyraziło już n-tysięcy osób i jakoś nie wydaje mi się potrzebne argumentowanie jej po raz kolejny. Rozglądnę się tylko za książką "10 kawałków o wojnie", na którą narobiłam sobie apetytu w audycji tok.fm. I zaryzykuje poleceniem ją w ciemno, bo fragmenty jej cytowane w ramach audycji, bardzo przypominały mi klimatem "Na Zachodzie bez zmian". Z ta różnicą, że głównym wrogiem żołnierzy jest nie przeciwnik, a jak się okazuje ich własny oficer z całymi władzami na czele. Władzami Rosji dodam, bo książka jest swoistym reportażem na tle wojny w Czeczenii. Nie w ciemno mogę za to polecić książki Wiktora Suworowa. Przekonujący punkt widzenia. I żesz jakoś tak się złożyło, że poniższy rysunek (po prawej) zainspirowany był ksiązką "Miasto i psy" Vargasa, która jakoś też mi wskakuje w te "klimaty'. Pomijając fakt, że jest to literatura iberoamerykańska. Ale też polecam.

Poza tym mam nowego laptopka, uzbierałam już kasę na tablet i co tu dużo mówić, jest fajnie. ale wcześniej bazgrnęłam sobie jeszcze wyznawce chaosu, myszą komputerowa jeszcze. O!

A, i całkiem niezły film właśnie mi się obejrzało. "Paycheck", bez rewelacji, ale fabuła nawet nawet. I po raz kolejny człowiek uswiadamia sobie jak fizyka jest fascynująca. i lubię wyrażanie "Deus Ex machina", tak na marginesie. Aż chyba zatytułuje tak następnego posta. ha-hah!

pozdr.

1 komentarze: